piątek, 21 listopada 2014
Prolog
Harry siedział przy oknie swojego przedziału ekspresu Hogsmeade-Londyn, przysługując się ostatniej przed wakacjami kłótni swoich przyjaciół. Jak zwykle musieli pokłócić się o jakąś błachostkę. Po jakimś czasie przestał rozumieć o czym rozmawiają, po prostu patrzył z pustką w oczach przez okno. Znowu jechał do wujostwa. Wcześniej traktowali go nieco łagodniej, wiedząc, że jego ojciec chrzestny jest czarodziejskim przestępcą zbiegłym z więzienia. Teraz, po śmierci Syriusza wiedział, że będą go traktować jeszcze gorzej niż wcześniej. Mimowolnie zatrząsł się.
— Harry? — spytała Hermiona, widząc jego dziwne zachowanie - coś się stało?
— Huh? A... Nie... chyba nie...
- Nie martw się stary. Będziemy do ciebie pisać. — Dodał widząc zrzędłą minę Harry'ego.
— Dzięki, ale coś mi się wydaje, że w tym roku nienawiść Dursleyów do magii wzrośnie jeszcze bardziej... - spróbował się uśmiechnąć, ale niezbyt mu to wyszło. — I do tego ta sprawa z Syriuszem. Wcześniej trochę się mnie bali, bo powiedziałem im, że jak Syriusz dowie się o moim złym traktowaniu to przybędzie do ich domu i się z nimi rozprawi. — Malutki uśmieszek, bardziej przypominający grymas pojawił się na twarzy Harry'ego. — Teraz nie żyje - "i to przeze mnie" pomyślał Harry.
— Przykro mi, Harry. — powiedziała Hermiona obejmując przyjaciela.
Harry na początku chciał strzepnąć jej rękę, ale pomyślał, że należy mu się trochę uczucia po tym jak zaledwie miesiąc temu stracił swojego ostatniego członka rodziny. Tych ludzi, do których jedzie nie można było nazwać rodziną. Nagle odezwał się Ron.
— Przecież nie muszą wiedzieć o Syriuszu. Po prostu im o tym nie mów.
— To byłoby super rozwiązanie, ale wiesz Ron, mugole mają coś takiego jak telewizję, a tam cały czas mówią o Syriuszu Blacku. Dursleyowie na pewno już wiedzą o jego śmierci...
Twarze przyjaciół posmutniały. Resztę drogi jechali w ciszy, raz na jakiś czas spoglądając w okno. Wszyscy cieszyli się na powrót do domu. Wszyscy oprócz Harry'ego. To ich przygnębiało.
***
Na przystanku w Londynie państwo Weasley i Granger już czekali. Wszyscy z radością powitali swoje pociechy, niektórzy nawet zbyt mocno ( "Mamo, dusisz mnie!" ). Na powitanie od Weasleyów załapał się także Harry. Gdy wszyscy się zebrali Harry pożegnał się z Ronem i Hermioną i ruszył w stronę Privet Drive. Po niego oczywiście nikt nie przyjechał, zwykle to robili (z wielką niechęcią ale jednak). Już czuł, że te wakacje nie będą należały do najlepszych.
*****
Przepraszam, że taki krótki, ale jakoś tak wyszło :D. Na szczęście następne rozdziały będą dłuższe. Myślę, że się spodoba i zapraszam do komentowania :). Pozdrawiam Martynę i Angelikę, to dzięki nim zaczęłam "fachowo" pisać opowiadania. A my widzimy się w następnym poście.
Żegnam ;*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No kochana! Znasz moją opinię i wiesz, że Cię kocham! Prolog cudowny, mam nadzieję, że szybko dodasz rozdział!
OdpowiedzUsuńKC, Demi :*
O kuźwa, ANGELIKA!
UsuńJej! Wstawiłaś! A ja czytałam :)
OdpowiedzUsuń~Maja
Nox Maxima
Two Hearts One Blood
Cztery Pałki i Ja
Śmierć chodzi cicho